Program „Mój ulubiony Młynarski”, a wcześniej „Mój ukochany Młynarski” powstawał przez dwa lata. Miał premierę 8 marca, dokładnie tydzień przed śmiercią Wojciecha Młynarskiego, który nie zdążył koncertu zobaczyć i wysłuchać. Tę informację przekazał publiczności Piotr Machalica, główny bohater spotkania.

W piątkowy wieczór usłyszeliśmy idealną harmonię słowa i muzyki. Teksty Młynarskiego zostały wyśpiewane do muzyki znakomicie dobranej rymem, rytmem i charakterem. Poezja codzienności, skrząca się humorem bystrym i inteligentnym, subtelnym nawet wtedy, gdy staje się on bardziej dosadny, kiedy puszcza oko do bohatera niepokornego, czasem łobuzerskiego.

Wszystkiego było tyle, ile potrzeba, akompaniament zespołu służył od początku do końca przekazowi słownemu, choć chwilami byliśmy świadkami popisu umiejętności muzyków. A na czele kultura słowa, muzykalność i piękny, podobny do autora piosenek tembr i umiejętności aktorskie Piotra Machalicy.

„Sporo piosenek znałam, ale wiele usłyszałam po raz pierwszy”, powiedziała wychodząc z koncertu jedna z jego uczestniczek. I dotyczy to utworów żartobliwych, jak tej o sąsiedzie, co „cierpiał na problemów moich brak”, symbolicznych, jak przejmujące „Smutne miasteczko”, ale także świetnych tłumaczeń, np. piosenek „pogrzebowych” Brassensa.

W piątek braliśmy udział w uczcie, chłonąc znanego Młynarskiego i Młynarskiego się ucząc. I była to uczta bardzo smakowita.