352x500

 

Oto recenzja książki, która została omówiona na ostatnim spotkaniu Klubu Przyjaciół Książki dnia 16 października 2014 r.

Julian Barnes „Poczucie kresu”

Pamięć jest we współczesnym świecie zagadnieniem, które interesuje nie tylko trenerów, którzy próbują nasze dzieci i nas wyposażyć w techniki przyswajania jak największej ilości informacji. To sfera eksploatowaną w kulturze przez psychologów (ileż zapamiętanych z dzieciństwa traum staje się wytłumaczeniem naszego postępowania), polityków (w swojej wersji wydarzeń z przeszłości upatrują klucz do wyzwań współczesności) czy pisarzy próbujących opisać jej mechanizmy. W polskiej literaturze mamy bogatą grupę tekstów, która pokazuje, jak doświadczenie historyczne (przede wszystkim trauma wojny i wielkiej polityki)wpływa na to, co pamiętamy i w jaki sposób próbujemy zapamiętaną przeszłość odtworzyć. Być może to moje twierdzenie wynika z niedawnych lektur – gdzieś w tle pozostaje jeszcze Helbig z pamięcią polsko – niemiecką czy „Sońka” Karpowicza będąca traktatem o zapamiętywaniu i wiążącym się z nim opowiadaniem. Wyzwalająca z historii i narracji tożsamościowych, których na tym blogu ostatnio wiele, okazała się dla mnie powieść Juliana Barnesa „Poczucie kresu” zdobywczyni Bookera w 2011 roku.

Anthony Webster, starszy pan, emeryt zaczyna wspominać swoją młodość. Taka sytuacja narracyjna sprzyja nostalgicznym klimatom – jacy byliśmy piękni i młodzi. Jak w klasycznej opowieści o dorastaniu mamy trzech przyjaciół, choć nagle pojawia się czwarty, Adrian, który zaburzy nie tylko relację iście muszkieterowską, ale też stosunki z kobietami. Czas studiów upływa bohaterowi na nauce, rozwijaniu swojego życia uczuciowego i erotycznego. Potem porzuca go dziewczyna – Veronika, wiąże się z Adrianem, Anthony wyjeżdża do Stanów i po powrocie stamtąd dowiaduje się o samobójstwie przyjaciela. Co było jego przyczyną? Czy można zrozumieć takie motywacje? Te pytania nie zaprzątają długo bohatera. Zakłada rodzinę, rozwodzi się, prowadzi uporządkowane życie człowieka, który niczym się nie wyróżnia. Aż do chwili, gdy otrzymuje informację o otrzymaniu spadku od matki Veroniki. Historia z przeszłości wraca do niego i każe na naszych oczach zweryfikować wersję młodzieńczych przyjaźni i miłości, które nie wyglądały tak, jak chciałby nam to w pierwszej części powieści opowiedzieć.

Siłą książki Barnesa jest nie tylko pogłębiona refleksja na temat pamięci, ale przede wszystkim rozsiane po książce uwagi dotyczące przeżywania starości i bilansowania własnego życia. Pisarz pokazuje, jak „zaczynamy przekształcać naszą przeszłość w anegdotę”, ugładzamy wersję wydarzeń, by potem boleśnie spotkać się z prawdą. Barnesa zajmuje nie wybitna jednostka, a ktoś zwyczajny, kto pod koniec życia snuje przerażającą refleksję:

„Myśleliśmy, że jesteśmy dojrzali, podczas gdy byliśmy tylko bezpieczni. Wyobrażaliśmy sobie, że jesteśmy odpowiedzialni, a byliśmy tylko tchórzliwi. To, co nazywaliśmy realizmem, okazało się sposobem unikania pewnych rzeczy.”

Starość nie jest dla Barnesa czasem idyllicznego spokoju, ale momentem świadomości budzącej „wielki niepokój”, jak w ostatnich zdaniach powieści.

 

Aut. Ilona Starosta